Załóż kalosze i w drogę, czyli czym jest dzieciństwo

Rys. ILUSTRATIKS, Karolina Czerwińska

Leje, wieje, czasem zagrzmi – pogoda iście kaloszowa i raczej mało wakacyjna. Ale to nic, kierujmy się zasadą, że warto patrzeć na jasne strony życia – oto idealny czas na wyciągnięcie kaloszy i – z pełną świadomością braku konsekwencji w postaci mokrych skarpet i chlupotania obuwia – na radosne wtargnięcie w powstałe na chodnikach kałuże. Czas przypomnieć sobie czasy dzieciństwa, bo przecież to właśnie jest dzieciństwo, prawda?

Mam w głowie taki obrazek: wracam skądś z mamą autobusem, gdy nagle rozpętuje się straszna ulewa. Wysiadamy na naszym przystanku prosto w tą powódź. Jest lato, ciepło, a z nieba leje się niczym z prysznica, po kilku minutach ulice pływają, a my na bosaka (bo przecież nie ma sensu dreptanie w chlupiących butach) idziemy przed siebie, przemoknięte, ale zadowolone z tej niespodziewanej kąpieli. Pamiętam to uczucie wolności, radość i świadomość, że robimy coś innego, wyjątkowego.

Przypomniałam to sobie, gdy oglądałam InstaStory znajomej, która grała ze swoimi dzieciakami w piłkę na deszczu – przemoknięci do suchej nitki ani myśleli wracać w ciepłe,  domowe pielesze, a bijące z nich entuzjazm, swoboda i szczęście sprawiały, że uśmiech automatycznie pojawił się na mojej twarzy. Aż żal, że nie mokłam razem z nimi, że tej piłki nie kopałam, że zamiast na deszczu siedziałam sucha pod dachem.

Czy dzieciaki dzisiaj chodzą po kałużach? Czy w świecie jednorazowych chusteczek odświeżających, żeli antybakteryjnych i alergenów wyłaniających się zza każdego rogu jest jeszcze miejsce na taplanie się w deszczówce? Takie swobodne, spontaniczne, bez marudzenia dorosłych, że nawet Chajzer ubrań później nie dopierze, że przemoknięte dzieci nabrudzą w korytarzu i błota wszędzie naniosą, że woda przecież taka zima i brudna, na pewno maluch złapie katar, tasiemca, salmonellę albo wirus Ebola.

Ileż na co dzień dzieciaki mają zakazów, nakazów, tego, co trzeba, co inni pomyślą, co nie wypada… Co najstraszniejsze – niektóre mają głównie to… A przecież esencją dzieciństwa jest spontaniczność, radość i czerpanie z chwili!

Nie przestrzeganie reguł, ale lekkie ich naginanie i pomijanie.

Nie zajęcia, które mają być przepustką do kariery, ale uczucia i przeżycia, które sprawiają, że stajemy się fajnymi, wartościowymi ludźmi.

Nie to, co umiemy i za co dostajemy czerwony pasek i dobrą ocenę, ale to, co czujemy i potrafimy dzielić z innymi.

Nie te zwykłe, codzienne dni i rutynowe działanie, ale niespodzianki, zaskoczenia i nieprzewidywalności.

Dlatego… biegajcie z dzieciakami po deszczu, chodźcie na boso w piaskownicy i turlajcie się po trawie.

Obudźcie je w nocy, by wyjść na pierwszy śnieg lepić bałwana i pojeździć na sankach – rano może go już nie być!

Pozwólcie czasami posiedzieć długo za długo przy ognisku, popatrzcie razem w gwiazdy i śpiewajcie piosenki przy akompaniamencie gitary (nawet tym kiepskim!)

Zatrzymajcie się w połowie drogi, choć tego nie planowaliście, tylko po to by dostrzec coś, co inni mijają bez słowa.

Pokażcie im, że warto czasami zmodyfikować plany, wyłączyć racjonalne myślenie i przestawić się na tryb zabawy.

Wyciągnijcie kalosze i idźcie poskakać po kałużach! W końcu bycie dorosłym nie oznacza utraty poczucia humoru, chęci przeżycia przygody i tej odrobiny szaleństwa, które sprawia, że cieszymy się życiem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *