Siła marzeń, siła muzyki, czyli hola amigo, hola „Coco”!

„Marzenia się spełniają – tylko mocno, mocno mocno w nie wierz” – śpiewała kiedyś Majka Jeżowska, pamiętacie? Miała rację, choć  ja bardziej skłaniam się ku wersji, że marzenia  spełniamy my sami, a jak czegoś naprawdę chcemy i włożymy w zdobycie tego nasza pracą, to wszystko jest możliwe 🙂 Miguel, bohater książki „Coco”, przekonał się o tym na własnej skórze!

Miguel to dwunastolatek, który marzy o tym, by zostać wielkim muzykiem. Chłopak kocha muzykę i ma wielki talent…a przynajmniej tak mu się wydaje, bo nie do końca może to sprawdzić – dorasta w rodzinie, która wiele pokoleń temu nałożyła na swój dom zaskakujący zakaz: zero muzyki!  Miguel chciałby być artystą pokroju słynnego Ernesta de la Cruza, znakomitego i uwielbianego piosenkarza, tymczasem jego rodzina widzi w nim kolejnego szewca. Kiedy nadchodzi Día de los Muertos (Dzień Zmarłych), Miguel za sprawą splotu wydarzeń i odrobiny magii wyrusza na niezwykłą wyprawę do Krainy Zmarłych. Czy uda mu się powrócić do świata żywych, rozwikłać zagadkę stojącą za historią swojej rodziny i spełnić marzenia?

Dobra, wiem, co można sobie pomyśleć – Kraina Zmarłych i książka dla dzieci? Ale nie zapominajcie o dwóch rzeczach – po pierwsze, w Meksyku, gdzie dzieje się akcja opowieści, nieco inaczej podchodzi się do sprawy śmierci i zmarłych. My wolimy o tym nie rozmawiać, zapalamy znicze na grobach w dniu Wszystkich Świętych i jesteśmy pełni zadumy. W Meksyku zaakceptowali śmierć, uczynili z niej część życia, a ku pamięci zmarłych urządzana jest fiesta, rodzinne biesiady i ucztowanie,  w domach można zobaczyć małe ołtarzyki ze zdjęć.

Po drugie dla dzieci śmierć nie jest tym samym, co dla nas i zupełnie inaczej postrzegają takie opowieści. Przedszkolaki często nawet bawią się w „umarnięcię” i trupy, nie ma co się oburzać. Sami się przekonacie, że czytając „Coco” po prostu wciągną się w historię Miguela i potraktują innych bohaterów jak część historii. A jeśli pod wpływem książki zaczną zadawać pytania, to będziecie mieli świetną okazję do mądrej i ważnej rozmowy 🙂

„Coco” to coś więcej niż książka filmowa – to bardzo mądra i poruszająca opowieść nie tylko o sile marzeń i niezwykłych przygodach dwunastoletniego chłopca, ale też o rodzinie i bliskich nam ludziach. O tym, jak ważne są miłość, przywiązanie, tradycje, poczucie wspólnoty i pamięć – bo dopóki o kimś pamiętamy,to tak, jakby wciąż był z nami. I o tym, że czasami trzeba pozwolić innym być sobą i decydować o własnym losie, nawet jeśli nie do końca nam się to podoba.

Bardzo serdecznie polecam Wam lekturę „Coco” wydawnictwa Egmont i z niecierpliwością czekam na film – mam nadzieję, że będzie równie wciągający i poruszający co książka 🙂

Jeśli się Wam podobał ten wpis, zostawcie komentarz, „lajka”, polubcie profil bloga na Facebooku  lub zajrzyjcie na Instagram agaidzieciaki:) Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnicie wpis i polecicie mnie innym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *