Przedszkola czas zbyt szybko minął nam…

rys. Karolina Czerwińska

rys. Karolina Czerwińska

Koniec, finito, the end- przyszedł czas, gdy pożegnam moje dzieci i wypuszczę je do szkoły. Trzy lata minęły niczym trzy minuty i nie mogę wyjść z podziwu, że jeszcze tak niedawno przyszli mali, nieporadni i nieco wystraszeni, a teraz idą do pierwszej klasy, są samodzielni, wygadani i całkiem nieźle sobie radzą.

No właśnie, skoro są samodzielni, bystrzy i całkiem ogarnięci, to w szkole poradzą sobie bez problemu i dobrze, że idą do podstawówki, prawda? Ano nieprawda, albo tylko pół prawdy. To, że dziecko kreśli szlaczki jak po kursie kaligrafii, samo czyta proste teksty albo liczy jak stary matematyk nie znaczy, że jest gotowe na szkołę. Gotowość szkolna to nie tylko gotowość intelektualna, ale także fizyczna, emocjonalna i społeczna, a harmonijnie rozwijające się dzieciaki przed pójściem do szkoły osiągają gotowość we wszystkich tych sferach. Mam wrażenie, że współcześnie zwraca się uwagę wyłącznie na sferę intelektualną, umiejętności i kompetencje twarde (np. czytanie, liczenie, znajomość języka obcego) są ważniejsze od tych miękkich (np. komunikowanie się, współpraca z innymi, asertywność ), a przecież to właśnie w pierwszych latach życia uczymy się porozumiewania z innymi, życia w grupie, nabywamy kultury osobistej i odpowiednich nawyków, rozwijamy kreatywność, fantazję i wyobraźnię. Wdrożenie dziecka do samoobsługi, rozwijanie kreatywności, samodzielnego myślenia, zdolności artystycznych, a także rozwój społeczny i emocjonalny to najważniejsze zadania edukacji przedszkolnej- na zdobywanie szkolnej wiedzy i umiejętności dzieciaki będą miały jeszcze mnóstwo czasu. Największą potrzebą dzieci jest zabawa i aktywność ruchowa, ale niestety- każemy siedzieć im w szkolnej ławce przed książką lub zeszytem ćwiczeń, a ich potrzeby pozostają niezaspokojone. Co prawda moje przedszkolaki chętnie uczestniczą w zajęciach prowadzonych w przedszkolu, garną się do wycinania i rysowania w czasie wolnym, zaczynają pisać litery i czytać, ale aktywności tego typu zwykle nie trwają więcej niż pół godziny i podyktowane są ich zainteresowaniem i wewnętrzną motywacją, a nie oczekiwaniami i wymaganiami ze strony nauczyciela. Robią to, bo chcą, nie dlatego, że muszą. Nadal to swobodna zabawa z rówieśnikami sprawia im największa przyjemność, zabawy łakną najbardziej i na nią są ukierunkowani.  W szkole będą musieli skupiać przez kilka godzin, a przerwy trwające pięć czy piętnaście minut nie wystarczą na zjedzenie śniadania, skorzystanie z toalety, rozmowę z kolegą, zabawę i ewentualne znalezienie innej sali czy przebranie się na zajęcia ruchowe.

Sześciolatki rzadko kiedy są emocjonalnie gotowe do nauki w szkolnym stylu. Wiedzę powinni zdobywać w sposób naturalny- poprzez zabawy, aktywność, działanie, eksperymentowanie i doświadczanie, tymczasem wciągani są w system przygotowujący ich do wypełniania testów według klucza i wdrażani do myślenia zgodnie ze schematami. Prof. David Whitebread, ekspert w zakresie nauczania małych dzieci z Uniwersytetu w Cambridge, twierdzi, że wymagania i związany z nimi stres jest tak wielki, że coraz częściej nastolatki cierpią na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne i problemy emocjonalne– według niego w Wielkiej Brytania na depresję cierpi nawet 10 tysięcy uczniów młodszych klas! (więcej na ten temat tutaj ). Nic dziwnego, skoro dzieciakom zabrano czas potrzebny na osiągnięcie dojrzałości we wszystkich sferach rozwoju. Wcześniejsza edukacja nie jest także równoznaczna z lepszymi osiągnięciami edukacyjnymi, a wręcz przeciwnie- Wielka Brytania, która niegdyś przodowała w międzynarodowych rankingach, obecnie jest na końcu listy.

Dokąd tak się śpieszymy? Wymagamy od dzieci coraz więcej zapominając o tym, że na wszystko przyjdzie czas, pewnych rzeczy nie da się przyspieszyć, a naturę trudno jest oszukać. Rozwój dziecka można podzielić na określone fazy, w których zdobywa ono nowe umiejętności i zdolności, pojawiają się nowe cechy i dominują różne potrzeby. Pierwsze siedmiolecie (od narodzin do zmiany uzębienia) to czas na rozwój mowy, rozwój ruchowy, społeczny i przygotowanie dzieci do samodzielnego, logicznego myślenia. Nie można biegać zanim nie nauczymy się chodzić, a chodzić nim nie nauczymy się siadać- proste, prawda? Dlaczego zatem wymagamy od dzieci poznawania ogromu świata zanim najpierw poznają samych siebie, swoje emocje, zainteresowania i zdolności? Przez lata funkcjonowaliśmy w systemie, w którym naukę szkolną rozpoczynały siedmiolatki- czy czujecie się z tego powodu mniej wykształceni, opóźnieni lub źle przygotowani? Jasne, zdarzają się sześciolatki, które pod względem gotowości biją na głowę o rok starszych kolegów i są świetnie przygotowane do rzeczywistości szkolnej i związanych z nią wymagań. Ale dla większości dzieci decyzja polityków o wcześniejszym obowiązku szkolnym, to zabranie niezwykle cennego i potrzebnego im czasu– gdzie można zgłosić tak zuchwałą kradzież? Ponadto obawiam się, że za kilka lat zaczniemy walczyć z epidemią wypalenia zawodowego, bo frustracja i stres, ciągła pogoń za wiedzą i zdobywaniem nowych umiejętności oraz ogromne wymagania i oczekiwania nakładane na dzieci od najmłodszych lat zaczną nas w końcu przerastać.

Mam nadzieję, że moje dzieciaki odnajdą się w nowej rzeczywistości szkolnej i poradzą sobie z czekającymi ich wyzwaniami. Że trafią na nauczyciela, który dostrzeże ich wyjątkowość, zauważy zdolności i pomoże w pokonaniu problemów. Że liczyć będą się potrzeby dziecka, a nie wymagania, realizacja programu i spełnianie standardów. I że trzy lata wspólnej pracy w przedszkolu dały im silne podstawy do tego, by z odwagą ruszyć ku nowej przygodzie.

Trzymajcie się dzieciaki!– ciocia Aga 🙂

4 thoughts on “Przedszkola czas zbyt szybko minął nam…

  • Szkoda, że niby chcemy dać dzieciom co najlepsze, a zabieramy im tyle. Prawda jest taka, że wszystko dąży do szybkiego sukcesu.. ale co się dziwić, życie jest tak krótkie.

  • Uważam, że cały ten lament to gruba przesada.To nie wiek dziecka, tylko złe przygotowanie nauczyciela jest winne. W przedszkolu też może opiekować się dziećmi nieempatyczna, nie mająca pojęcia o pedagogice nauczycielka i narażać malucha na stres. To w przedszkolu i w domu dzieci uczą się korzystać z toalety, jeść o ustalonej porze, a także rozwijają się społecznie, uczą się obowiązków. I z pewnością nie jest to wina reformy, że poziom wiedzy obecnych maturzystów jest tak żenujący.

    • Zgadzam się, nie wszyscy nauczyciele przygotowują dobrze dzieci do szkoły, nie wszyscy są empatyczni, kompetentni i po prostu dobrzy w swojej pracy. Poziom wiedzy maturzystów z pewnością mógłby być wyższy, gdyby część z nich nie traktowała nauki jako zła koniecznego i wzięła się do roboty. Ale wiem też, że są dzieci, które mimo starań i chęci nie radzą sobie ze stawianymi wymaganiami- po prostu ich rozwój motoryczny, pamięć i koncentracja, rozwój emocjonalny nie są jeszcze na odpowiednim poziomie i potrzeba im czasu. I to nie jest mały, nieliczny procent. Zamiast rozwijać sferę emocjonalną, doskonalić logiczne myślenie i dbać o odpowiedni rozwój fizyczności i aktywność ruchową, dzieci siedzą w ławkach i wypełniają zadania w książkach- bo tak to wygląda. Nie są gotowi, gubią się, denerwują, wzrasta ich frustracja i w konsekwencji zniechęcają się do nauki i szkoły.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *