Bądźcie rodzicami, nie wysłannikami Mikołaja, Zająca czy dobrej wróżki!

 „Ciociu, a zadzwonisz do Zająca Wielkanocnego i powiesz mu, że może mi przynieść prezent, bo byłam grzeczna?”

 

No i zaczęło się. Grudzień zwyczajowo jest już miesiącem raportów do Mikołaja i listów do elfów z jego fabryki, a tegoroczny marzec upływa pod czujnym spojrzeniem Wielkanocnego Zająca i jego ferajny (kurczaków? baranków?). Nie będę udawać świętej, bo w chwili kryzysu, zmęczenia i słabości zdarzało się zagrać i tą kartą, a pewnie niejeden z czytających ten tekst rodziców/ nauczycieli myśli sobie teraz „znam to, wiem o co chodzi”.

Ot taka forma motywacji – bądź grzeczny, słuchaj, a będzie nagroda. Tyle, że ta nagroda zaczyna przybierać niebezpieczne już formy i rozmiary. Drobny upominek, mały prezent, coś niedużego i całkiem zwyczajnego, powodującego uśmiech na twarzy małego człowieka to zdecydowanie za mało. Czasami mam wrażenie, że niektórzy dorośli wręcz powariowali. Tablet od Mikołaja dla czterolatka, sto złotych od Wróżki Zębuszki za pierwszy zgubiony ząb mleczny (autentyczna historia!), wielkie samochody sterowane pilotem z okazji Wielkanocy, markowe lalki śpiewająco- płacząco- tańcząco- mówiące, laptopy i quady na pierwszą komunię. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie tego potrzebują dzieciaki – to dorosłym wydaje się, że wypasiony, mega prezent załatwia sprawę, robi z nich dobrych rodziców, pokazuje miłość i troskę.

Bzdura!

I poniekąd krzywdzenie dziecka, bo zasypując malucha gadżetami i milionem zabawek zabieramy mu coś bardzo ważnego – umiejętność cieszenia się z małych rzeczy. Święta postrzegają jako okazję do zgarnięcia prezentów, za każdy swój sukces i dobry uczynek oczekują materialnej nagrody, a otrzymane podarunki przyjmują właściwie bez emocji. No bo jak się cieszyć z prezentu urodzinowego od koleżanki skoro w domu dostaje się takie właściwie bez okazji. I w ogóle to większe, droższe, fajniejsze, a poza tym tablet rządzi.

Może przesadzam, ale mam możliwość obserwacji wielu dzieciaków, rozmawiam z nimi codziennie i czasami jest mi ich po prostu szkoda. Każda rozmowa o świętach i uroczystościach kończy się na liście ich wymarzonych prezentów i słodyczy. Czy będą kiedyś wspominać aplikacje na telefonie z takim samym uśmiechem, jak ja wspominam gonitwy w Lany Poniedziałek? Czy będą pamiętać Elzę jeżdżącą na łyżwach tak jak ja pamiętam wspólne gotowanie z babcią? Czy długie rodzinne spacery i wycieczki można zastąpić wspólnymi grami komputerowymi?

Przedświątecznie, przedwiosennie apeluję zatem- bądźcie rodzicami, a nie wysłannikami Mikołaja, Zająca czy Wróżki Zębuszki. Sprawcie, by opowieści waszych dzieci nasycone były emocjami związanymi ze wspólnie spędzanym czasem, a nie z nową grą czy bajką w telewizji. Podkreślajcie, że być razem znaczy o wiele więcej niż mieć, a święta nie są po to, by dostawać prezenty. I pokazujcie swoją miłość i troskę czynami, a nie przedmiotami.

1 thought on “Bądźcie rodzicami, nie wysłannikami Mikołaja, Zająca czy dobrej wróżki!

  • W 100% prawda. Mój syn ma dopiero 2 lata i cieszy się z każdej małej zabawki. Potrafi się nią zainteresować i bawić. Wraz z tatą postanowiliśmy jak najdłużej trzymać go od internetu i gierek z daleka.
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *