7 sposobów na przeszkadzanie dziecku w rozwoju jego mowy

Dzieci rozwijają swoją mowę już od narodzin. Przez pierwszy rok przechodzą przez etap komunikacji płaczem, głużenie, melodyjne wokalizacje, gaworzenie, powtarzanie sylab i budowanie z nich pierwszych słów. Około pierwszych urodzin dzieci są zdolne do powiedzenia prostych wyrazów, np. „mama”, ‚tata”, „pa pa”, „baba”, rozumieją od kilku do kilkunastu słów i reagują na nazwy odnoszące się do osób i przedmiotów z ich najbliższego otoczenia.

Początkowo rozumienie słów znacznie wyprzedza ich wypowiadanie, mowa jest nieporadna, zawiera błędy, przekształcenia słów, neologizmy, czasem dziwne konstrukcje gramatyczne – to całkiem normalne, w końcu maluch dopiero nabiera wprawy i doświadczenia. W okresie przedszkolnym, czyli od 3 do 6 roku życia, rozwój mowy jest bardzo intensywny, zasób słownictwa stale się powiększa, kształtuje się umiejętność świadomego i swobodnego posługiwania się mową – dziecko wie co, chce powiedzieć i wykorzystuje swoje umiejętności werbalne do świadomej komunikacji z otoczeniem, kontaktów społecznych, zabawy.

Niestety, coraz więcej dzieci ma problemy z mówieniem. Zdarzają się pięciolatki, które nie potrafią się przedstawić, przedszkolaki mówią niezrozumiale, po swojemu i z licznymi błędami. Dobry logopeda w przedszkolu to ktoś, bez kogo chyba nie można się już obejść i osoba na wagę złota – często dopiero wkraczając w mury przedszkola rodzice uświadamiani są, że coś jest nie tak i należy z dzieckiem pracować nad pokonaniem trudności i rozwijaniem jego zdolności werbalnych.

No dobrze, ale jak przez tych kilka pierwszych lat życia dziecka można mu nieco „poprzeszkadzać” w rozwijaniu jego mowy? Cóż, metod jest na to kilka – poniżej lista napisana z dużym przymrużeniem oka i nutą ironii 😉

1. Nie mów do niego

Nie rozmawiaj z dzieckiem, nie nazywaj świata dookoła niego, nie tłumacz i nie wyjaśniaj.  Jutro, później, za chwilę, nie teraz – w końcu co taki maluch rozumie z tego, co mówisz? Nauczy się języka kiedyś, od pani z telewizji, nauczyciela, kolegi z przedszkola.

2. Blenduj każdy posiłek (najlepiej do osiemnastki)

Nie daj Bóg jeszcze dziecko od gryzienia i żucia wyćwiczy sobie mięśnie twarzy i przygotuje tym samym aparat mowy do artykułowania różnych głosek, albo rozwinie sprawność mięśni warg i języka. Wprawdzie już od ok. 7 miesiąca życia są gotowe do tego by uczyć się gryźć i żuć, ale łatwiej przecież otworzyć słoiczek i nakarmić.

3. Daj mu tablet, włącz telewizor

Przestanie pytać, nie będzie cię męczyć rozmowami, nie zmusi do pokazywania i tłumaczenia tego, co dookoła – tablet, smartfon, telewizor i sprawa rozwiązana. Przecież w bajkach też gadają, nie? A jakie kciuki potem sprawne, jak aplikacje włącza bez mrugnięcia okiem! No geniusz… tylko mówić nie potrafi.

4. Nie zwracaj uwagi na błędy

Nie wymawiaj prawidłowo słów, udawaj, że wszystko jest dobrze i nie trzeba dziecku pokazywać prawidłowej wymowy czy odmiany słów. Albo przeciwnie – koryguj każde najmniejsze przeinaczenie, wytykaj błędy i bądź niczym prywatny profesor języka polskiego z czerwonym długopisem w dłoni.

(a tak bez ironii – trzeba poprawiać dziecko, ale nie poprzez podkreślanie jego błędów i korygowanie każdej źle wypowiedzianej sylaby, lecz poprzez powtarzanie zdań i wyrazów w poprawnej formie. Np. jeśli dziecko pyta „Którego jest godzina?” zamiast mówić, że powiedziało źle, lepiej jest powtórzyć „Która jest godzina? Za pięć piąta”. W ten sposób dziecko usłyszy poprawną formę i nie zostanie skrytykowane. Normalne też jest tworzenie przez dwu – trzy latka neologizmów, własnych nazw przedmiotów – trzeba przyznać, że to bardzo urocza faza! 😀 )

5. Nie czytaj!

Pamiętaj, że książki to zło – tyle słów, które dziecko może usłyszeć w danej historii, opowieści, tyle wyrazów, które może poznać… No na co to komu? Już nie mówią o innych wadach czytania, jak rozwijanie wrażliwości, emocji, wyobraźni, czy kreatywności dziecka. Nie czytaj, lepiej włącz telewizor!

6.  Zdrabniaj, spieszczaj, utrwalaj błędy

Dobzie, gźećny, papu, amu, nyny, bubu, kanapećka, helbatka, łózio i wózeciek. Spieszczaj, zdrabniaj, zniekształcaj, a potem się dziw, że dziecko mówi jakoś tak dziwnie i z błędami. Słowo daje, jak słyszę takie „paplanie” do całkiem sporego już przedszkolaka to ręce mi opadają… Już nie mówiąc o tym, że raz pewien chłopiec zapytał babci w autobusie, dlaczego tak dziwnie mówi 😀 No właśnie, babciu, dlaczego?

7. Czekaj, w końcu samo przedzie, nie?

Może przyleci wróżka z krainy czarów, wypowie magiczne zaklęcie i wszystko się samo naprawi. Albo dziecko pewnego dnia się obudzi i ni z tego, ni z owego, zacznie mówić bez błędów. Cuda się przecież zdarzają.

Pamiętajcie!

Każde dziecko rozwija się indywidualnie i w swoim własnym tempie, ale jeśli np. wasz dwulatek nie powtarza słów, nie gaworzył jako niemowlak i nie komunikuje się z otoczeniem, to nie warto czekać – lepiej skonsultować się z logopedą i dowiedzieć, w jaki sposób możecie dziecku pomóc. Praca z maluchem nie wymaga też wielu godzin każdego dnia – zazwyczaj wystarczy kilka minut codziennie, w formie zabawy, by zobaczyć efekty. Lepiej też odwiedzić specjalistę i dowiedzieć się, że nie mamy się czym martwić, niż potem wyrzucać sobie, że nie zadziałaliśmy odpowiednio wcześnie. Zaburzenia mowy nie zawsze wynikają z naszych błędów – czasami to sprawa bardziej złożona, może mieć podłoże zdrowotne, być związana z nieprawidłowościami w budowie aparatu mowy. Ale żeby się o tym przekonać, trzeba podjąć mądrą decyzję o wizycie u specjalisty.

Jeśli się Wam podobał ten wpis, zostawcie komentarz, „lajka”, polubcie profil bloga na Facebooku 🙂 Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnicie wpis i polecicie mnie innym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *